O autorze
Prezes Związku Firm Pożyczkowych. Dawniej redaktor prowadzący w Bankier.pl. Zawodowo zainteresowany analityką gospodarczą i polityczną.

Ty parabanku!

W najnowszym raporcie UOKiK prześwietlono reklamy firm pożyczkowych. Sam raport zatytułowano „Reklamy parabanków”, mimo że kontrolowane firmy konsekwentnie odcinają się od tego określania. To nie tylko problem definicyjny – prawdziwe parabanki przyjmujące depozyty nie niepokojone działają nadal, stwarzając zagrożenie dla konsumenta.

Czy nazwa „parabank” może być pejoratywna? Po aferze Amber Gold, który powszechnie nazywany był parabankiem, takie negatywne skojarzenia bez wątpienia funkcjonują. Fundament problemu leży na gruncie definicyjnym, ponieważ w polskich przepisach brakuje doprecyzowania tego pojęcia.




Określenie „parabank” dużo trafniejsze niż wobec firm pożyczkowych, jest w stosunku do SKOK-ów, które działają podobnie jak banki detaliczne, ale na gruncie innej ustawy. Powszechnie nikt raczej nie kwestionuje, że SKOK-i są parabankami, choć ze względu na rozpowszechnienie określenia „SKOK”, rzadko tak się je nazywa. Zatem to dziwne, że w parabankowym raporcie UOKiK nie została prześwietlona ani jedna reklama SKOK-u.

Amber Gold oczywiście parabankiem był, bo zresztą cała jego strategia wizerunkowa opierała się na budowaniu fałszywego obrazu działalności bankowej. Firma przyjmowała depozyty, a następnie obciążała je ryzykiem przez udzielanie z nich pożyczek. Namiętnie posługiwała się określeniem „lokaty”, aby wzbudzić zaufanie „depozytariuszy”.

Podobną strategię mogą stosować inne mniej znane parabanki, które przez KNF umieszczone zostały na liście ostrzegawczej instytucji podejrzewanych o prowadzenie działalności bankowej bez licencji. Niestety reklamy żadnego z tych parabanków nie zostały sprawdzone przez UOKiK, który nie wiedzieć czemu w raporcie o parabankach skoncentrował się na firmach pożyczkowych.

Urzędnicy z UOKiK tłumaczą, że stosują określenie „parabank” do wszystkich instytucji działających na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim nieposiadających licencji bankowej. Jest to bardzo naciągane założenie, które może dezorientować konsumenta.

Dodatkowo jest niezgodne z ustaleniami Komitetu Stabilności Finansowej, który w dokumencie z sierpnia scharakteryzował parabanki jako instytucje, w których może wystąpić duże ryzyko utraty zdeponowanych środków. W przypadku wiodących firm pożyczkowych takie ryzyko nie występuje, ponieważ nie przyjmują one żadnych depozytów, a pożyczek udzielają ze środków własnych. Te w przypadku których jest inaczej, powinny znaleźć się na liście ostrzeżeń KNF.

KSF wydał również rekomendację dotyczącą reklam parabanków, która postuluje „wprowadzenie mechanizmów utrudniających lub ograniczających reklamę dla podmiotów umieszczonych na liście ostrzeżeń publicznych KNF”. Niestety okazuje się, że przez problem definicyjny UOKiK najwyraźniej źle wybrał przedmiot badania, ponieważ żaden z blisko 50 parabanków z listy ostrzeżeń KNF nie trafił pod lupę urzędu ochrony konkurencji i konsumentów.

W rezultacie, podczas gdy legalnie działające firmy pożyczkowe będą toczyły w sądach spory o to co oznacza pożyczka „bez BIK” (brak weryfikacji zdolności kredytowej czy niekorzystanie z bankowej bazy informacji, do której dostępu nie mają), nie niepokojone prawdziwe parabanki nadal mogą swobodnie wabić ludzi „dużym zyskiem bez ryzyka” na „lokatach” parabankowych.
Trwa ładowanie komentarzy...